Polityczny sezon ogórkowy w pełni, czas „roztrenowania”, refleksji ale i ładowania akumulatorów przed kolejnym, jakże ważnym okresem, bo mającym niebagatelny wpływ na wynik wyborów samorządowych.
W zakończonym wyborami do Parlamentu Europejskiego sezonie politycznym, bardzo wiele czasu i uwagi poświęcono mediom publicznym. Trwająca wiele miesięcy wspólna praca polityków Platformy Obywatelskiej i Sojuszu Lewicy Demokratycznej zmierzała do szczęśliwego finału – wypracowana koncepcja nowej ustawy medialnej przez koalicję rządzącą, jak i SLD, dobiegała do mety, a więc sejmowych głosowań.
Gdyby zapytać przeciętnego zjadacza chleba czego oczekuje po nowej ustawie, myślę, że w przytłaczającej większości wskazałby na likwidację abonamentu. Nikt z nas przecież nie lubi gdy sięga się do jego kieszeni.
Tych wiele miesięcy wspólnej pracy różnych opcji politycznych wymagało wielu kompromisów i dobrze, bo kompromis w polityce to bardzo ważna wartość. Gdy wszystko zostało już ustalone i pozostało przejść do głosowań, dotrzymać danego słowa – politycy PO zdecydowali inaczej, w światłach kamer odeszli od wcześniej ustalonych z opozycją rozwiązań. I tak, w przyjętym kształcie ustawy - misja publiczna TV ogranicza się głównie do szerzenia wartości chrześcijańskich, a coroczna kwota dotacji dla mediów publicznych jest wielką niewiadomą.
Nie szczegóły są jednak w tym wszystkim najważniejsze, te pozostawiam specjalistom. Nie chodzi również o zasadność pewnych zapisów nowej ustawy. Po prostu zostały zachwiane nie tylko standardy polityczne, ale i zwykła ludzka zasada dotrzymywania danego słowa. Rzec by można – jacy politycy takie standardy.
W tej swoistej walce o słupki poparcia w sondażach, można sobie jakoś wytłumaczyć wspomniane zachowanie partii rządzącej. PR-owo manewr się udał, wszak PO zablokowała coroczne wydawanie 900 milionów złotych na media publiczne, co od razu podchwycili entuzjaści upadku mediów publicznych, gloryfikując takie zachowanie.
Dziś trwają spekulacje dot. rozmów SLD z PiS-em. Ja pytam: - Z kim więc reformować media publiczne, skoro z Platformą na ten temat - jak zauważył marszałek J. Szmajdziński - nie warto umawiać się nawet na kawę ? W polityce, która ma być misją w stosunku do społeczeństwa warto rozmawiać, warto szukać dobrych rozwiązań, pomimo całkowicie innych poglądów w sprawach ważnych, należy szukać dobrych rozwiązań i ponadpartyjnych kompromisów.
Nie minęło zbyt wiele czasu, a Platforma znowu wycofuje się z danego słowa. Jeśli pierwszy przypadek można sobie jakoś wytłumaczyć (wszak ograna została inna formacja polityczna), to w przypadku nauczycieli – nie ma jak wytłumaczyć zachowania Platformy. Tu również pozytywny odbiór społeczny „walczącej z kryzysem” Platformy liczył się bardziej od wypracowanych już kompromisów.
Swoje zachowanie Platforma tłumaczy kryzysem, jakby zapominając, iż kryzys już szalał gdy prowadzono negocjacje w sprawie przyszłorocznych podwyżek dla nauczycieli. Wtedy jednak trzeba było pokazać opinii publicznej, że stawia się na dialog społeczny, wszak przecież za pasem były wybory do Parlamentu Europejskiego. Teraz też część opinii publicznej będzie zadowolona, myśląc: „– ja nie dostałem to dlaczego pracujący „mniej” godzin ode mnie nauczyciele mieli dostać”.
Nic bardziej mylnego, trzeba pamiętać przecież, że poza godzinami lekcyjnymi nauczyciel sporo czasu spędza na dokształcaniu się i doskonaleniu swojego warsztatu. Zapominamy, że podczas jednej godziny lekcyjnej nauczyciel sprawuje pieczę nad 30 wychowankami. Zapominamy również o najważniejszym, że to właśnie ta grupa zawodowa ma niebagatelny wpływ na rozwój i poziom intelektualny kolejnych pokoleń, a więc odpowiada za rzecz najważniejszą! Zapominamy wreszcie, że już dziś w Europie brakuje 10 milionów nauczycieli – co przecież nie będzie wpływało na zdrową konkurencję i wysoki poziom nauczania.
Chciałoby się zawołać: Platformo opamiętaj się! Przecież 10-proc. podwyżkę płac nauczycielskich w roku 2010 wypracowali w negocjacjach przedstawiciele PO wspólnie ze środowiskami nauczycielskimi. Dzisiejsza propozycja PO, mówiąca o 1 (słownie: jednym) procencie w styczniu, jest niczym innym jak propozycją „ogrywającą” osoby, które mają być przykładem i autorytetem dla następnych pokoleń. W sumie obecna propozycja Platformy to tylko 40 proc. ustalonych wspólnie już w dobie kryzysu stawek.
Sytuacja wielu środowisk jak i zakładów jest dziś dramatyczna, nie naprawimy jej jednak „solidarnością społeczną”, zmierzającą do tego, że wszyscy będą zarabiać równie mało. Jak równać to tylko w górę. Doskonale to wiedzą emeryci, którym przecież nic w portfelu nie „urosło” po prawicowym skoku na emerytury byłych funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa.
Niestety, ciągle nie wykorzystujemy wielu szans, jakie daje nam uczestnictwo w rodzinie, zwanej Unią Europejską. Marne to pocieszenie, że są takie kraje, którym wiedzie się gorzej – od tego z całą pewnością nie wzrośnie nam PKB.
Wielu Polaków wciąż wierzy w hasła wyborcze Platformy Obywatelskiej (chciałbym również aby się spełniły), iż będą nad nami czuwać dobrze zarabiające pielęgniarki, kształcić dobrze zarabiający nauczyciele, czy też w to, że będą nowe miejsca pracy (prognozy na koniec br. mówią o wzroście bezrobocia o dwa punkty) i wielu rodaków wróci z emigracji do domu.
Dziś próbuje się „ograć” nauczycieli, kto następny ?
Łukasz Chojnacki
Przewodniczący RM SLD w Bydgoszczy
Bydgoszcz, 10 sierpnia 2009 r.










